Lord Gaspard Lannister
Opadł na krzesło, a odrzuciwszy głowę w tył, westchnął głośno. Przeczesał dłonią płowe włosy. Powinien je już przyciąć, na obecną modłę, jednak nie miał na to czasu. Uniósł do oczu kryształowy kielich wypełniony winem. Powoli przechylił go i wylewał zawartość wąską stróżką na marmurową posadzkę. Zachodzące słońce barwiło kamienne ściany, sceny łowieckie na arrasach i meble na kolor czerwieni. W tej rdzawej scenerii wino zdawało się być gęstą krwią.- Powiedz mi, Mephisto, dlaczego zawsze musimy być tymi złymi. Przez wieki nas nienawidzono, ale za co? Teraz pokutujemy za coś, co zdarzyło się dawno temu. Nie jesteśmy tamtymi osobami, a jednak stale wypomina się nam nasze błędy. – Przechylił głowę na bok, aby móc widzieć swego przybocznego. – W tej historii też zapiszę się jako przeszkoda do szczęścia. Bardowie będą opiewać nieszczęśliwą miłość Lady Merai Stark oraz nieznanego rycerza, naprzeciw której stał okrutny, stary i brzydki Lew. Zobaczysz.Wstał. Podszedł do wielkiego okna i oparł się o balustradę, wdychając zapach morza.- Zostałem źle zrozumiany, źle osądzony, ale muszę się z tym pogodzić, nie sądzisz, Meph? – W oddali statek znikał za horyzontem,
Deszcz siekł, niczym pośpieszający konia bat. Okiennice Casterly Rock zostały zamknięte na cztery spusty. Gaspard stał na deszczu, wyciągając dłonie do przodu, jakby próbując nabrać w nie deszczu. Czuł, jak ulewa ustaje, powoli przemija. Choć przemókł i nie było na nim ani jednej suchej nitki, nie zamierzał chować się do środka. Nucąc pod nosem „Deszcze Castemere” czekał, aż przestanie padać i nad wzburzonym morzem wyjrzy słońce. Wraz z pierwszymi promieniami, nieśmiałymi i słabymi, na balkonie obok niego pojawiłą się kobieca postać w długim płaszczu z kapturem zakrywającym jej oblicze. Bez tego wiedział kto to. Uśmiechnął się pod nosem. Znał rytm jej kroków na pamięć.- Nie ważne co zrobię, długo i szczęśliwie to marzenie, które się nie spełni, moja droga. – Kobieta zamiast tego chwyciła jego mokrą dłoń w swoje i delikatnie ścisnęła. Nie nawykła do sentymentalnych gestów, jednak to zrobiła odruchowo.- Wiem – odpowiedziała mu szeptem.- Cały czas leje, czyż nie? – rzucił, zupełnie absurdalnie. Zerknęła na niego zaskoczona.- Ależ już przestało padać… - zauważyła kilka łez toczących się po jego policzku. Sama miała ochotę płakać. – Tak, mój drogi. Nadal pada.Nie był słaby, ale był inny, niż wszyscy myślą.
____
Wracam i wracam z nową KP. Do wieczora powinnam zrobić wszystkie odpisy.
Poprzednia KP <klik>











